Długo zmagałem się z decyzja napisania tego tekstu. Długo ponieważ wszyscy na około przewałkowali ten temat od A do Z. Jednak przyszedł czas na moje przysłowiowe trzy grosze. Temat dla wielu polaków „arcyboleśnie prosty i oczywisty”, natomiast dla drugiej polowy zagadkowy i niejasny. Tym tematem jest oczywiście katastrofa Smoleńska, i cały cykl podziałów, kłótni, kłamstw i nieprofesjonalizmu w wykonaniu zarówno jednej jak i drugiej strony sceny politycznej. Niewątpliwym jest, ze tragedia sama w sobie była jednym z przykrzejszych doświadczeń jakie moje pokolenie przeżyło. Owszem 10 lat temu były zamachy na WTC czy Pentagon, jednak działo się to daleko za granicami naszego państwa, i raczej dotknęło to Amerykanów niż nas Polaków. Zarówno w jednym jak i w drugim przypadku były prowadzone (są prowadzone) śledztwa. Jednak Smoleńsk od WTC rożni się tym, ze w naszym przypadku aby rozwiązać ta sprawę musimy współpracować z innym państwem. I tu wg. mnie leży sedno problemu. Współpraca.

Donald Tusk przed opublikowaniem raportu MAK podkreślał ze, współpraca idzie jak należy, ze strona makowska uwzględniła 25% naszych uwag, i ze w ogóle jest super. Dwunastego stycznia delegacja Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego ogłosiła swój raport. Tym samym dala Tuskowi bolesna lekcje tego, ze w polityce liczą się interesy, a nie puste gesty, Raport sam w sobie jest kontrowersyjny, i praktycznie cala winę zrzuca na stronę Polska. Mnie zastanawia natomiast fakt dlaczego polska opinia publiczna, a co za tym idzie politycy skupili się na raporcie MAKu, a nie na pracach prokuratury zarówno rosyjskiej jak i polskiej. Rosja już stanowczo odcięła się od tego raportu. Jak uzasadniał minister transportu, komisja MAK na czele z panią Tatiana Andolina jest niezależną jednostka, i wszelkie uwagi powinniśmy kierować do nich a nie do Kremla. W pewnym sensie się z nim zgadzam, jednak co do niezależności MAKu odsyłam państwa do artykułu pana Igora Miecika „Caryca czy Marionetka?” , który został opublikowany w trzecim numerze tegorocznego Newsweeka.

Jak już wspomniałem, strona polska powinna skupić się na raporcie prokuratury rosyjskiej, od której Rosjanie nie będą mogli się już tak łatwo odciąć. Ba, nie będą mogli się odciąć wcale. Podejrzewam ze raport sam w sobie nie będzie się znacząco różnił od tego makowskiego, oprócz paru poprawek uwzględniających rzucające się bledy w raporcie MAK. Arcytrudne zadanie ma natomiast strona polska. Musi ona nie tylko uwzględnić suche fakty, ale ważniejszym będzie uwzględnienie nastrojów polaków, które jak wiemy są nieco napięte. Większość rodaków oczekuje na wbicie choć malej szpilki w Kreml, i zrzucenie na nich części odpowiedzialności. W to jednak także wątpię ponieważ MAK udostępnił na dniach zapisy rozmów kontrolerów wieży, które jednoznacznie stwierdzają, ze to jednak piloci podjęli decyzje o lądowaniu, aż za trzecim podejściem, przy prawie zerowej widoczności. Te nagrania zamykają usta zwolennikom teorii spiskowej o zamachu, m.in Panu Marcinowi Dubieneckiemu, pełnomocnikowi Marty Kaczyńskiej, a prywatnie jej mężowi, który rozważał złożenie wniosku do prokuratury w sprawie zamachu. Gdy raporty obydwu prokuratur, zostaną opublikowane, droga prawna się skończy. Pozostanie nam jedynie burzliwa debata.

I w pewnym sensie to łączy nas z zamachem w USA w 2001 roku. Zarówno tu w Polsce, jak i za oceanem, jedynie co zostanie to snucie teorii spiskowych.

 

Reklamy

Legislacyjna sraczka

Posted: 3 listopada 2010 in Polityka

Ostatnio zastanawiałem się nad dość poważnym problemem nie tylko w Polsce, ba nie tylko w Europie ale i na całym świecie! Tym problemem są buble ustawowe, czyli ustawy które tworzone są przez ludzi którzy nie mają zielonego pojęcia o tym.

Sprawa na pierwszy rzut oka wydaje się prosta, projekty ustaw powinny pisać osoby które znają się w danej dziedzinie np. ustawy o finansach ludzie z wykształceniem ekonomicznym itd. Jednak jest zupełnie inaczej. Ustawy pisane są przez osoby które nie maja zielonego pojęcia o tym. Dobrym przykładem będzie projekt ustawy o „przeciw działaniu narkomani”. Logicznym powinno być, że taki projekt powinni pisać ludzie którzy maja styczność z narkomanami, ludzie którzy znają problem narkomani od podszewki. Jednak jak już pisałem u nas jest inaczej i takie ustawy piszą ludzie od „wszystkiego”. Ostatnio miałem przyjemność słuchać pani Juli Pitery, w jakimś porannym programie TVP2 a oto co m.in. mówiła:

– Alkohol uzależnia znacznie mniej niż narkotyki.

– Będę przeciwna narkotykom, ponieważ pieniądze z handlu narkotykami idą na rozmaite cele, takie jak terroryzm.

– Będę przeciwnikiem narkotyków, ponieważ tak mówię.(SIC!)

Polemiki dalej się nie podejmuje, bo nie ma sensu…

Do całości legislacyjnej sraczki dochodzą lobbyści, którzy w Polsce mają opinie tych złych. Co wg. mnie jest głupota ponieważ parę/paręnaście incydentów nie może przekreślać całej grupy. To tak jak by mówić źle o wszystkich lekarzach bo jacyś tam biorą łapówki, albo dają pawulon. Jednak pomińmy temat lobbystów bo o nich jest cicho, a uwierzcie że firmy lobbingowe pomagają nam obywatelom bo gdyby nie one były by naprawdę niezłe kwiatki w ustawach(większe niż teraz)

Z ciekawości przeanalizowałem wszystkie ustawy przyjęte w parlamencie w 2010 roku. Osobiście wynik mnie nie zaskoczył, jednak pozostawia on wiele do życzenia i nie ma się raczej czym chwalić. Na 158 uchwalonych ustaw aż 111 (OMG!) to nowelizacje poprzednich ustaw. Zapewne większość z nich to jakieś drobne szczegóły, jednak sam fakt że ponad 75% uchwalonych świstków to poprawki, nasuwa się pytanie. Czy politycy są, aż tak głupi, że nie potrafią robić porządnych ustaw?

I tu dochodzimy do setna sprawy, za ile lat skończą się pomysły na ustawy? Owszem świat zmienia się z dnia na dzień, jednak nie jest to aż tak szybki postęp, żeby każdą dziedzinę życia zapisywać prawnie. Konstytucja USA zajmuje 1 stronę A4. Natomiast konstytucja UE tfu. traktat lizboński posiada 238 i to zapisanym językiem prawniczym. Jak widać świat zmierza w stronę pełnej biurokratyzacji. Niby politycy mówią, że biurokracje trzeba ograniczać do zbędnego minimum. Jednak ja nie ufam politykom, a oceniam ich po ich czynach a nie słowach. I jak widać na powyższym przykładzie politycy kochają biurokracje. No bo jak jakaś ustawa ma setki stron można ją interpretować różnie, bo większość ustaw jest właśnie tak napisana. Osobiście uważam, że UE zawali się niedługo sama pod własnym ciężarem, i głupotą europarlamentarzystów. Bo jak czytam, że ślimak to teraz ryba lądowa, albo że nie wolno mi używać żarówek o jakiejś tam mocy to nóż się w kieszeni otwiera. Że ludzie którzy siedzą na stołkach tak się nudzą, że piszą ustawy o pierdołach zgarniając 10tys euro miesięcznie. Jednak przenieśmy się na razie na nasze Polskie podwórko. Na chwilę obecną, aż tak durnych ustaw jeszcze nie robimy jednak to kwestia czasu, aż skończą się pomysły i będziemy (tzn. oni będą) uchwalać jakieś pierdoły. Co najlepsze droga legislacyjna aktów prawnych w parlamencie powinna wykluczać jakieś błędy. Ponieważ zanim trafi ona pod głosowanie, jest trzy krotnie czytana z ambony. Po każdej takiej „prezentacji” trafia ona do odpowiednich komisji które pracują i udoskonalają ją. Dopiero po trzecim czytaniu i po trzech wizytach aktu w komisjach, można głosować. Jednak to nie koniec, gdy taka ustawa zostanie przegłosowana odpowiednia ilością głosów trafia ona do izby niższej parlamentu, tam jest także poddawana głosowaniu, natomiast na samym końcu tej drogi musi jeszcze zostać podpisana przez Prezydenta. Czyli wydaje się, że wszelkie błędy powinny być w niej wyeliminowane, jednak jak już pisałem wyżej tak nie jest. Tak więc apeluje do was (o ile ktoś czyta moje wypociny:)) nie sugerujcie sie TV, nie sugerujcie sie wypowiedziami polityków, którzy twierdzą, że pracują bardzo ciężko robiąc ustawy. Zawsze zaglądajcie do źródła, bo tam leży prawda!

Na koniec ciekawostką będzie była wojna pomiędzy Lechem Kaczyńskim a PO, o blokowanie prac parlamentu swoim vetem. Owszem blokował jednak na ~ 600 ustaw jakie dostał zawetował jedynie 16….

P.S Pod pojęciem „politycy robią ustawy” mam namyśli ich pomocników, którzy de facto odwalają cała czarną robotę, jednak piszą je na „zamówienie” swoich przełożonych.

Socjalizm ver. 2.0

Posted: 28 października 2010 in ekonomia, Polityka

Dziś zajmę się tematem który nurtuje mnie od dawien dawna. Nie miałem jednak mocy poświecić na ten problem większej ilości czasu, jednak postanowiłem zebrać się w sobie bo temat socjalizmu a raczej socjalizmu ver 2.0 nurtuje mnie już od kilku lat.

Nie można jednoznacznie zdefiniować socjalizmu, jednak ja pójdę na łatwiznę i przytoczę definicje z Wiki z która zgadzam się w 100% „wieloznaczne pojęcie, odnoszące się do prób zmniejszenia nierówności społecznych i upowszechnienia świadczeń socjalnych, lub poddania gospodarki kontroli społecznej (poprzez instytucje państwowe, samorządowe, korporacyjne lub spółdzielcze).” Jednym słowem zabieramy bogatym dajemy biednym, coś jak Robin Hood czy Janosik.

Jednak we współczesnym świecie trudno zdefiniować, socjalizm oraz jego skutki społeczne. Weźmy na tapetę taką Norwegie. Państwo czysto socjalistyczne, podatki ludzie płacą tam ogromne jednak mało osób narzeka na poziom życia. Co ciekawe Norwegia podczas „kryzysu” wydała z swojego banku „zaledwie” 20mld $, jednak w rezerwach ma jeszcze 400mld nadwyżki(SIC!), wg sondaży zajmują oni 1 miejsce pod względem „szczęścia”. Oczywiście nie jest to zasługa obecnego rządu, a nawet ich poprzedników, jest to zasługa całej geopolitycznej historii Norwegii, a głównie tego że nie brała ona udziału zarówno w I jak i II wojnie światowej. Dodatkowo dochodzą podatki, które w norwegi wynoszą ponad 50%, jednak Norwedzy nie narzekają na swój status społeczny. A co najważniejsze nie są w UE! (:

Przytoczyłem przykład norwegi jako państwa stricte socjalistycznego, jednak obywatele są przyzwyczajeni do pomocy państwa, i nie mają nic przeciwko wysokim podatkom, czy roli państwa nadopiekuńczego. Nie oznacza to jednak, że każde państwo prędzej czy później będzie takie jak nasi sąsiedzi za morza. Jednak wielce rządzący nie tylko w Polsce, ale w głównej mierze w Parlamencie Europejskim, tak myślą (o zgrozo!)

Ludzie którzy nawet nie śledzą polityki, ludzie których to nie interesuje dobrze wiedzą że „Unia daje kasę”, jednak jak jakiś polityk mów że da, to równocześnie mówi że zabierze. I tak właśnie mamy w Polsce. Obecnie rządzące partie, a także te które są w opozycji w parlamencie prześcigają się obietnicami kto da więcej. A ciemny lud cieszy się, że jak zagłosuje na pana X to ten da mu 1000zł ,a pan Y tylko 500zł, jednak zapominają oni, że kasą która „daje rząd” pochodzi tak naprawdę od nich, a kasy nie daje rząd tylko dają podatnicy czyli ja i ty, a rząd jest od tego aby tą kasę mądrze wykorzystać.

Jednak Polska to posrany ustrój, bo ni to demokracja, ni to socjalizm, ni to kapitalizm. Taki mix-max. Rządzący nauczyli się, że Polacy są łakomi na kiełbasę… kiełbasę wyborczą. I w trakcie kampanii prześcigają się oni w obietnicach. Nie pamiętam dokładnych liczb jednak w tegorocznej kampanii wyborczej jak wyliczyła jakaś gazeta Komorowski obiecał Polakom ~ 30 MLD złotych natomiast Kaczyński 40MLD! (SIC!) Co ciekawe Komorowski, Kaczyński i inni pierwszo ligowcy siedzą w polityce już ponad 20 lat, i co wybory obiecują że będzie dobrze. A jak nie będzie dobrze i partia straci poparcie to zmieni się nazwę partii, bo de facto Polacy krótką pamięć mają i nie pamiętają, że „kaczor” i „donek” już rządzili. (PO=KLD, AWS, PIS=PC)

W każdym bądź razie powróćmy do meritum, czyli socjalizmu. Ostatnio 3 wybitnych panów dostało nobla z ekonomi za: „w jaki sposób regulacje i polityka rynkowa wpływają na bezrobocie, oferty pracy i płace – uzasadniał Komitet Noblowski.” Doszli oni do wniosku, że bezrobocie jest winą świadczeń socjalnych, bo ludziom się nie chce pracować skoro za nic nierobienie i tak dostają kasę. Co ciekawe ostatnio słyszałem, aby zbudować sklepy dla ludzi bezrobotnych w których produkty będą o połowę tańsze! Jednym słowem taki Kowalski będzie siedział sobie na dupie i oglądał TV, dostanie zasiłek i pójdzie do sklepu gdzie za połowę ceny kupi sobie Marlboro i zgrzewkę Tyskiego, żeby mu się przypadkiem nie nudziło, a wszystko to za nasze pieniądze.

A jak jest u nas w Polandii?

– 1 907 000 – liczba bezrobotnych w Polsce w maju 2010

– 717 zł – zasiłek w pierwszych 3 miesiącach

– 563 zł – zasiłek w kolejnych miesiącach**

Prawo do zasiłku przysługuje od 6 do -18 mce. Założę, najniższy czas czyli 6 miesięcy, oraz hipotetycznie najniższy zasiłek dla każdego czyli w wysokości 563zł. Oczywiście 1,9 mln obywateli nie pobiera świadczeń, więc założę „pi razy oko” (nie mogłem wygolować ile osób to robi), że zasiłek pobiera 500tyś. osób.

500tys x 563zł = 280 mln zlotych

Czyli prawie 3mld złotych miesięcznie idzie na osoby które, siedzą na dupie i czekają do 15-go aby dostać hajs. Oczywiście jakaś połowa z tych osób robi na tzw. „czarnucha” czyli dodatkowo bierze kasę od nas i od pracodawcy.

Pieniądze to tylko jedna strona socjalizmu. Drugim ważnym czynnikiem państwa socjalistycznego, jest opiekuńczość rządzących, a konkretniej nadopiekuńczość. Taki pan X siedzący w parlamencie europejskim (PE) czy w naszym parlamencie, jest świecie przekonany, że on wie najlepiej co jest dobre dla wszystkich żyjących ludzi w Polsce. Dobrym przykładem będzie ostatnia walka z wiatrakami (dopalaczami) rządzący stwierdzili, że powinni zdelegalizować to za wszelką cenę bo oni wiedza najlepiej co jest dobre a co złe. Do działań socjalistycznych można zaliczyć także nasz ukochany system zdrowotny i system emerytalny. Pomijając fakt, że przeciętnie zarabiający polak z swojej wypłaty musi przeznaczyć ~ 300zł na Zus i jakieś 150zł na NFZ. Niby fajnie, ale wszyscy wiemy, że polska służba zdrowia nie funkcjonuje, i np. na wizytę u specjalisty trzeba czekać pół roku. A nasz system emerytalny to nic innego jak piramida finansowa, składki które my obecnie wpłacamy idą na obecne emerytury. A gdy ja przede na emeryturę za ~ 50lat dostane dwa razy mniej niż teraz, o ile dostane bo jestem świecie przekonany że ZUS się sypnie prędzej czy później. Oczywiście każdy zdrowo myślący przedsiębiorca nie opłacał by ZUSu i NFZ, wolał by dać te 400zł dodatkowo do wypłaty pracownikowi, A to pracownik sam by zdecydował na jaki fundusz emerytalny chce odkładać, i w jakiej prywatnej klinice się leczyć. A uwierzcie, że gdybyście płacili miesięcznie 300zł jakiejś prywatnej klinice, mielibyście opiekę porównywaną z Niemcami czy Norwegią. Jednak rządzący wiedzą lepiej gdzie będzie ci dobrze.

Obecnie w Polsce wybuchła kolejna afera, tym razem związana z Rzeczpospolitą (gazeta). Otóż

„przedstawiciele należącej do Skarbu Państwa spółki PW Rz wraz z dwoma członkami zarządu Presspubliki rekomendowanymi przez PW Rz złożyli w sądzie gospodarczym w Warszawie pozew o rozwiązanie wydawcy “Rz””

Jak to mówi mój znajomy „ale o so hozi?”. A no chodzi o to, że rząd uważa że rzepa nie jest rentowna i po prostu nie przynosi zysków. Całe szczęście że nasz ukochany rząd ma tylko 49% udziałów, reszta należy do spółki Mecom, która jasno mówi, że „Wyniki Presspubliki w czasie największego w historii kryzysu na rynku reklamy były wzorowe. Dziś nadal się poprawiają. Tytuł zwiększył swoje udziały w rynku i wyeliminował niemieckiego konkurenta – „Dziennik””

Sprawa jest prosta, rzepa nie idzie z trendem innych „zaprzyjaźnionych mediów” i pisze źle o rządzie, a pretekst do likwidacji jakiś musi być więc rząd poszedł po najmniejszej linii oporu i rzucił hasełko, nie jest rentowna. Tak jak w tym przypadku rząd wie najlepiej co dla przeciętnego obywatela jest najlepsze, i stwierdził, że rzepa najlepsza nie jest więc zlikwidować ją trzeba.

Szczerze powiedziawszy mógłbym rozpisać się jeszcze na 10 stron opisując absurdy socjalizmu. Jednak trzeba zapamiętać coś bardzo ważnego, raz dany przywilej jakiejś grupie społecznej będzie mógł być tylko odebrany siłą, bo dobrowolnie nikt „darmowej” kasy się nie zrzeknie. W Polsce natomiast rządzący nie myślą perspektywicznie i najważniejsze jest „tu i teraz”. Więc taki rząd uchwali wszystko aby przypodobać się konkretnej grupie społecznej, narobi nam deficytu i zrobi dziurę w budżecie, a jak przegra wybory to już nie musi się tym martwić. Będzie jedynie rzucał hasełkami „a za naszych czasów to były ulgi a teraz same cięcia budżetowe”. A tępe społeczeństwo (wybaczcie, ale uważam, że Polacy są wyjątkowo głupi i dostęp do głosowania powinny mieć osoby które np. 2tyg przed zapisze się na listę głosujących, co wyeliminuje osoby które idą z musu do urny, coś jak w USA) to kupi, ciesząc się ciągle, że rząd „daje”, nie zwracając uwagi, że ta kasy idzie z mojej i państwa kieszeni. Co najlepsze jak spytamy się przeciętnego polityka czy w Polsce panuje socjalizm, to każe nam popukać się w główkę. Więc powtórzę jeszcze raz, jak polityk mówi, że da 1000zł to równocześnie mówi, że zabierze 1000zł!.

Dziś temat miły i przyjemny … dla mnie :) Ponieważ już od jakiś 3 lat śledzę wszelkie publikacje związane z tym tematem. A dziś na tapetę bierzemy narkotyki! A konkretnie używki zwane dopalaczami oraz kolejną (chyba już 5) nowelizacje ustawy o przeciw działaniu narkomani.

Od kilku dni media, zaczynają wkraczać na niepewny teren, zaczynają rozmawiać o marihuanie, dopalaczach i innych używkach które nazywane są narkotykami bądź „legalnymi narkotykami”.  Sam byłem pozytywnie zaskoczony tym, że pierwszy raz od kilku lat mogłem usłyszeć merytoryczną dyskusje w studiu nt. nowelizacji ustawy. Nie była to debata jaka zazwyczaj jest przy tym temacie czyli:

Pan A: Marihuana i dopalacze są złe.

Pani B: Zgadzam się z panem w zupełności, to wytwór szatana, masonów, Żydów, cyklistów,  i GW na czele! A tak w ogóle to nasze dzieci powinny pić piwo i palić fajki a nie truć się marihuaną!

Redaktor: Dziękuje za merytoryczną rozmowę.

Oczywiście powyższa „rozmowa” jest wielce podkoloryzowana, jednak tak wyglądają rozmowy nt. narkotyków w Polsce, i jak się domyślam nie tylko w Polsce. Nie ma się co łudzić aby czołowi polscy politycy wypowiedzieli się merytorycznie o narkotykach, bo nie dość, że większość niewyedukowanego społeczeństwa w tym temacie odbierze to jako zachętę dla „młodych” ludzi do ostrego „ćpania”, to dotykowo takiemu politykowi spadną słupki poparcia, ale co jak co to najważniejszym priorytetem polityka są słupki wyborcze. Czołowym przykładem cenzury rozmowy o narkotykach jest coroczny milion marihuana march odbywający się w Warszawie ( jak w większości krajów świata). W tym roku na marszu było około 4 tysięcy ludzi. Jednak w „opiniotwórczych” telewizjach nie było ani słówka, dopiero wieczorem mogłem przeczytać na portalach ITI (Onet, tvn24) małą wzmiankę o owym marszu, a na portalu Wprost mogłem przeczytać niezadowolenie warszawiaków o korkach w mieście z tego powodu, i tyle. I tak jest co roku. Jednak jak 5 kobiet wychodzi na ulice z transparentami „mam cipkę” wozy transmisyjne prześcigają sie który zacznie nadawać pierwszy.

Ale może przejdźmy do meritum czyli do samej ustawy, a konkretnie do nowelizacji ustawy. W mediach możemy przeczytać/obejrzeć, że gdy wejdzie ta nowelizacją będzie można chodzić z mała ilością marihuany czy amfetaminy. Domyślam się, że to oczko puszczone liberałom przez pseudoliberałów (Platforma Obywatelska) z przesłaniem „ej mu też jesteśmy też cool”. Jednak zamiast sugerować się opiniotwórczymi mediami proponuje samemu zajrzeć do ustawy, żeby przypadkiem nie przejechać się gdy ktoś zostanie złapany. Otóż owa nowelizacja mówi, że prokurator może odstąpić od wyroku gdy złapany miał przy sobie mała ilość „narkotyku”, powie od kogo to kupił, uczy się, to jego pierwszy raz etc. A co do kwestii dopalaczy, to teraz odpowiednie służby będą mogły zabrać każdy specyfik z smart szopa nawet na 1,5 roku i wtedy stwierdzić, czy używka jest zdrowa czy nie. Tym samym ustawodawcy ominęli wreszcie swój problem, ponieważ przed nowelizacją do listy środków zakazanych dopisywane były konkretne związki chemiczne. Jednak już na początku istnienia dopalaczy w Polsce (3 lata temu) ludzie z branży (chemicy) mówili, że jeżeli rząd zakaże jakiegoś specyfiku to na drugi dzień istnieje już opracowany zamiennik. I tu dochodzimy do sedna sprawy, czy owa nowelizacja pomoże w walce z „narkotykami” czy wręcz przeciwnie. Jak można się domyślać, rząd mówi, że pomoże, jednak ludzie którzy się tym zajmują i interesują mówią zupełnie co innego. Ale po co słuchać się specjalistów, skoro w kwestii vatu rząd wie lepiej, to i w kwestii tego co Polak może a co nie też wie lepiej prawda :)?

Media, rząd ciągle podnoszą w tej kwestii argument „dzieci”, który wg mnie jest argumentem po niżej pasa. Przez trzy lata rząd bawi się w kota i myszkę z właścicielami dopalaczy. Przez trzy lata media wmawiają nam, że tak naprawdę dopalacze to kupują tylko ludzie w podstawówce max w gimnazjum, i że w ogóle dopalacze szkodzą. Owszem szkodzą, jednak wiem to z własnego doświadczenia. Tyle, że ani ja ani media, ani rząd nie wie ile dzieci to kupuje oraz jak one szkodzą. Przez całe istnienie dopalaczy na świecie ani jedna instytucja rządowa, ani pozarządowa nie pofatygowała się aby zlecić/ przeprowadzić badania nt. szkodliwości dopalaczy. Przez trzy lata rząd Polski nie pofatygował się aby sprawdzić kto tak naprawdę kupuje dopalacze. Owszem, można było zauważyć kontrole w smartoszopach. Pamiętam nawet jak 3 lata temu wszystkie media równo komentowały, że zamknięto jeden ze sklepów z powodu nieprawidłowości. Jednak dopiero na „hipciu” (http://hyperreal.info/) przeczytałem, że ta nieprawidłowością była przeterminowana gaśnica… A jak wygląda taka kontrola? Otóż wpada skarbówka sprawdzić paragony i kasę czy przypadkiem sklepik nie robił jakiś przekrętów, wpada bhp, i sanepid sprawdzić czy lokal nadal spełnia warunki, czy jest gaśnica i czy nadal można się szybko ewakuować w przypadku pożaru, oraz wpada policja w celu „zastraszenia”, która tak naprawdę nie robi nic a tylko się przygląda, jednak jak wiemy mundur policjanta ma wzbudzać szacunek i strach więc dwójka policjantów stoi obok i przygląda sie kontroli.

Gdy nowelizacja w obecnym kształcie zostanie wprowadzona i gdy smart szopy niczego nie wymyślą na obejście tego, dojdziemy do sytuacji w której człowiek będzie musiał wybierać. Taki Kowalski który przez trzy lata palił jakiś specyfik albo zrezygnuje, albo wejdzie w pierwszą lepsza bramę i spotka pana dilera. Za tą samą kwotę która płacił w smart szopie kupi sobie koci żwir maczany w domestosie zwany marihuaną. Ponieważ sam zasadzić nie może bo gdyby wpadł dostał by na wstępie 2 lata więzienia, woli kupić od kogoś. Różnica jest taka, że wcześniej szedł do sklepu płacił jakąś kwotę z której 22% szło do budżetu państwa, dostawał paragon i mógł legalnie spalić to w parku, skwerku, domu. Jednak teraz zamiast rachunku dostanie figę z makiem, zapłaci mafii, żeby się rozwijała, i będzie musiał nieść „temat” w majtkach bądź skarpetce, żeby policja przy rutynowej kontroli go nie zgarnęła i nie oskarżyła o posiadanie narkotyków. A uwierzcie, że jeżeli trafi się „policjant z powołania” to zwinie was za najmniejsze ilości. Sam znam przykład gdy chłopaczek został zabrany przez policje z 0,02g marihuany!(sic!)

Ową nowelizacją państwo, samo wpycha ludzi do półświatka. Bo wg państwa dorosły człowiek nie może mieć wolnej woli. Może pić alkohol i palić fajki, bo wielmożni im pozwalają na to. Jednak to co nie jest opodatkowane staje się nielegalne i nazywane jest narkotykiem. Nie chce martwić wielmożnej władzy, ale najpotężniejsze państwo na świecie pod względem armii (USA) nie może poradzić sobie z mafią w Meksyku. Pomimo tego że DEA posiada większy budżet niż szkolnictwo w USA, pomimo tego, że dysponują bronią biologiczną, chemiczną, nuklearną, wszelkiej maści bombami, rakietami i najnowszym typem rozwiązań w wojsku, nie są w stanie zlikwidować mafii narkotykowej w Meksyku, pomijając już fakt że od tej wojny zginęło 20tyś niewinnych obywateli.

Europa jak i świat zaczęły powoli zmieniać swoją politykę antynarkotykową, ponieważ stwierdziły, że system restrykcyjny nie daje rezultatów, więc przerzuciły się na system leczenia. Już w większości krajów można posiadać nieznaczne ilości na własny użytek, a w Ameryce w niektórych stanach można na receptę kupować „medyczną marihuanę” (która od normalnej marihuany różni się nazwą). A dodatkowo osoba która została złapana na nielegalnym paleniu ma do wyboru wyrok w zawieszeniu/więzienie bądź poddanie się leczeniu. W Polsce nadal jesteśmy za murzynami. U nas osoba paląca marihuanę (niedługo dopalacze) jest postrzegana jak kryminalista. Co ciekawe polskie prawo antynarkotykowe jest jednym z bardziej restrykcyjnych Europie.

A jaka jest moja propozycja na walkę z tymi odrażającymi, złymi, masońskimi i prawdopodobnie żydowskimi dopalaczami? Otóż powołać oddział do kontroli dopalaczy np. w sanepidzie albo w INF. Wydać rozporządzenie, że w każdym smart szopie musi znajdować się kamera, która będzie śledzić czy sprzedawca sprzedaje tylko osobą pełnoletnim. I tyle. Bo jako osoba dorosła, mogę robić co chce ze swoim życiem, skoro mogę kupić klej i go wąchać, albo zrobić z maku kompot, lub iść do lasu i zjeść grzybki, ba mogę nawet iść do kiosku i kupić sobie fajki to równie dobrze mogę iść do dopalaczy kupić legalnie siwe, zapłacić od tego podatek w cenie i truć własny organizm. Bom wolny człowiek jestem!

Nie dość, że właściciele przestrzegali by prawa restrykcyjnie bo kary były by duże, dodatkowo mieli byśmy pełny obraz tego cos sie dzieje w smart szopach. To z drugiej strony, sklep mógłby nadal funkcjonować i przynosić zyski właścicielowi, i skarbie państwa. Jednak nasi rządcy wolą pozamykać około 2 tyś. małych biznesów, nie rozwiązując wcale problemu.

Wojna polsko-polska?

Posted: 27 czerwca 2010 in Media, Polityka
Tagi: , , , , ,

Tak zastanowiłem się dziś, poważniej nad tym problemem. Czy rzeczywiście mamy tą wojnę polsko-polską? No i ku mojemu zdziwieniu, gdy dogłębnie się temu przypatrzymy, to chyba polska jest podzielona najbardziej od czasów PRL. Ten artykuł jest tylko zlepkiem luźnych przemyśleń, popartych obserwacją, Internetu, mediów a także społeczeństwa.

Media

Niby żyjemy w państwie bez cenzury, niby media lansują się jako te niezależne ale zarazem opiniotwórcze, niby dziennikarze starają wykonywać swój zawód jak najbardziej profesjonalnie czyli tylko relacjonowania wydarzeń, ale… no właśnie. Prześledźmy dwie skrajne telewizje TVP i TVN. I co widzimy? Oczywiście kontrast jak biały do czarnego. W TVP mamy odczynienia, z lansowaniem pana Kaczyńskiego, do programów publicystycznych zapraszane są persony bliższe formacji Pisowskiej, dziennikarze zadają pytania odnośnie wpadek Komorowskiego, i rządu. Oczywiście są też zapraszani „opozycjoniści” ale chyba nie macie wątpliwości kogo ta telewizja lansuje. Natomiast z drugiej strony mamy TVN, telewizje która robi to samo co TVP tyle że w stronę Komorowskiego.

Internet

Tu jest chyba najwięcej sprzeczek a zarazem merytorycznych dyskusji ( za co chciałbym pochwalić portal infotuba na którym praktycznie w 99% mamy docznienia z rozmową merytoryczną, niż z atakami ad persona albo tekstami typu „a ten kurdupel to” ) Powracając do meritum, zapewne przeglądacie inne portale i gołym okiem widzicie, że podzielone są  na 3 frakcje, proPO, proPiS, i ci których to nie interesuje. Użytkownicy prześcigają się jak dopiec innemu kandydatowi, a że w jakimś stopniu jesteśmy tu anonimowi, to czasami komentarze sięgają dna. Jednak nie ma chyba portalu na którym nie zauważył bym tej tendencji.

Społeczeństwo

Tu nie mam wątpliwości, Polacy są podzieleni. Wczoraj miałem przyjemność porozmawiać z politologami odnośnie wyborów prezydenckich. I zdania były podzielone, jedni byli za Jarkiem drudzy za Bronkiem. Jednak żadna ze stron nie przeciągnęła kogoś z obozu „przeciwnika” na swoją stronę. Inna sprawą są ludzi zupełnie mi nie znani, ludzie których mogę obejrzeć na YT na wiecach zarówno PISu jak i PO. Są oni tak oddani sprawie, że czasami dochodzi nawet do rękoczynów i ataków ad persona.

Podsumowując, trwa wojna polsko-polska? Owszem, ale to nie wina Pisu to wina polityków, którzy atakują siebie coraz bardziej, to wina mediów które dzielą, natomiast nie jest to wina polaków ponieważ czy ktoś chce czy nie prędzej czy później musi zdecydować i wyrobić sobie zdanie oraz stanąć po której stronie jest. Rozwiązaniem tego zjawiska, nie będzie wygrana Jarosława Kaczyńskiego, rozwiązaniem nie będzie także wygrana Bronisława Komorowskiego, ba rozwiązaniem nie było by nawet wygrana innego kandydata. Jedynym rozwiązaniem jest dojście do porozumienia PO z Pisem, jednak takie rozwiązanie jest mało realne, jednak nie niemożliwe. Wszystko rozstrzygnie się w wyborach parlamentarnych, jeżeli żadna z partii nie uzyska większości, i będzie skazana na koalicje ze sobą. Może wtedy bariery opadną, może…

Jak powszechnie wiadomo system emerytalny w Polsce jest nie efektywny, a z roku na rok musimy dopłacać z budżetu państwa do niego coraz więcej kasy.  Tylko w tym roku dziura w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych będzie kosztować nas 65,2 mld złotych, jednak na takiej sumie w przyszłości się nie skończy. Według wyliczeń GUSu w 2013 roku  dopłacać będziemy musieli o 4,5 mld więcej niż  dzisiaj, i ten trend wcale nie opada a rośnie z roku na rok.

Najgorzej jest w Kursie w którym zarejestrowanych jest ponad 1,5 miliona polaków, jednak aż 95% funduszy dopłacanych jest z budżetu państwa czyli z moich i państwa kieszeni oprócz rolników ponieważ oni płacą składkę kwartalna która wynosi obecnie tylko 204 złote. W 2009 roku  wydatki w tej instytucji wyniosły 16,6 mld złotych, natomiast dopłaty aż 15,9 mld. Jednym słowem Kurs wydaje 23 razy więcej niż jest w stanie zarobić!

A co robi rząd? Otóż nic. Wiadomym jest, nie tylko dla nas ale i dla polityków, że bez gruntownej i restrykcyjnej reformy systemu ubezpieczeń za kilkanaście lat FUS zbankrutuje, a jeżeli jakimś cudem się utrzyma to my ludzie młodzi będziemy dostawać 400zł emerytury(sic!) Obecnie pojawił się pomysł aby podnieść wiek emerytalny do 67 lat i zrównania go dla kobiet. Nie wiem czy to głupota polityków, czy po prostu kolejny pomysł rzucony w eter aby społeczeństwo myślało, że rząd chce dobrze, ale w tym pomyśle jest jeden mankament. Ów idea jest głupia i nie przemyślana. Zakładając, że podnieśli byśmy wiek emerytalny o owe dwa lata, co działo by się za lat 10-15? Otóż trzeba by było znowu podnieść wiek emerytalny, bo znowu zabrakło by kasy. A ja się pytam do jakiej granicy podnosilibyśmy ten wiek emerytalny? No bo w nieskończoność nie można prawda?

Według danych Gusu co pięć lat wydatki FUSu zwiększają się o 32,6 mld złotych natomiast wpływów jest więcej tylko o 5 miliardów, co daje nam o  27,6 miliarda złotych więcej dopłat co 5 lat. Zakładając hipotetycznie, że ów trend będzie stały to za 40 lat owa różnica wyniesie  220 miliardów złotych! Czyli prawie tyle ile mają wynieść wszystkie dochody do budżetu państwa w 2010 roku.

Jest jeden sposób, aby rozwiązać ten problem, ale pojawia tu się magiczne słowo prywatyzacja. Jednak „liberalny” rząd platformy boi się go jak ognia, a ten kto zarzuca mu, że chce prywatyzować coś na co płacimy składki jest szybko pozywany do sądu. O zgrozo…  Plan jest prosty sprywatyzować cały FUS, oraz spółki państwowe oprócz tej kluczowej jak energetyka. A całość kasy przeznaczyć na obecne składki emerytalne. Zapytacie się ale co z przyszłymi emeryturami, co z ludźmi młodymi skąd oni będą pobierać emeryturę. I tu do akcji wkraczają prywatne firmy ubezpieczeniowe. Obecnie polak płaci 19,52 % wynagrodzenia brutto na FUS. Tak więc do wyboru ma dwie opcje, albo ta kasę odkłada sobie na konto oprocentowane i w wieku emerytalnym ma tam całkiem niezłą sumkę, albo ci co są przyzwyczajeni do funduszy emerytalnych wybiera sobie jakiś prywatny i tez się cieszy z dużo wyższej emerytury niż owe 400zł o których pisałem wcześniej.

Dlaczego FUS nie potrafi wypracować sobie zysku tak jak OFE? Dlaczego uplasowany na 14 miejscu wśród rankingu AGEON jest w stanie wypracować 159 % zysk, nie wspominając już o królującym teraz ING którego zysk jest na poziomie już ponad 200%? Odpowiedź jest prosta, bo FUS to instytucja państwowa, która przeznacza kasę na rzeczy które są nie potrzebne. Przykład? Popatrzcie sobie państwo w waszych miastach na pałace ZUSowskie, które kosztują grube miliardy. Popatrzcie na niebotyczne odprawy szefów i kierowników wysokiego szczebla, no i najważniejsze popatrzcie jak ten system jest skorumpowany.

Jednak muszę was zasmucić i stwierdzić, że prywatyzacji i mojego planu się nie doczekamy. Nie zrobiło tego SLD, nie zrobiło tego PIS, nie zrobi tego PO.  Do takiej akcji potrzebna jest prawdziwa prawica, a nie ci lewacy którzy podają się za prawice, a kłócą się kto da więcej, zapominając, że mówią jednocześnie, że zabiorą więcej.

Ostatnio zastanawiałem się dlaczego pan Janusz Korwin Mikke nie zostanie prezydentem RP i doszedłem do dość zaskakującego wniosku. Janusz Ryszard Korwin Mikke pochodzi z XIX wieku!

Ów artykuł nie odpowie nam na pytanie czy JKM ma poglądy słuszne, bądź nie. Będzie jedynie zestawieniem myśli i poglądów pana Korwina zestawionych z poglądami i prawami panującymi w XIX wieku.

  1. 1. O rodzinie.

Pan Korwin stwierdza, że państwo nie ma prawa ingerować w rodzinę. To rolą rodziny jest wychowanie potomstwa według uznania rodziców i żaden urzędnik nie ma prawa narzucać odgórnych norm postępowania z własnym dzieckiem.

W 1807 roku w Księstwie Warszawskim wprowadzono Kodeks Napoleona który przetrwał zmianę ustroju w 1815 roku. Ów kodeks stwierdzał , że :

„W prawie rodzinnym przyznawał całą władzę w ręce ojca , w sposób o wiele bardziej radykalny niż przewidywało to prawo staropolskie. W trakcie małżeństwa władza rodzicielska była sprawowana wyłącznie przez ojca , wyłącznie ojciec sprawował zarząd majątkiem , mężatki nie mogły samodzielnie świadczyć przy aktach urzędowych”

„Dorośli synowie również byli zależni od woli ojca, chyba ,że ten zgodził się dobrowolnie na małżeństwo i wyposażył syna. Zgoda na małżeństwo była więc także w gestii ojca. Zdarzały się jednak małżeństwa zawierane ukradkiem. Zazwyczaj kończyło się to smutno, a czasami nawet tragicznie, jak w przypadku samowolnego ożenku Szczęsnego Potockiego z Gertrudą Komorowską. Było to bowiem niezgodne z obyczajem i przyjętymi normami moralnymi.”

  1. 2. O Karze śmierci.

Jak powszechnie wiadomo kandydat na prezydenta z ramienia WiPu, popierany przez UPR od dawien dawna domaga się wprowadzenia kary śmierci za najbardziej potępiane zbrodnie.

W Polsce kara śmierci została zniesiona dość późno, bo w 1998 roku. Tak naprawdę kare śmierci stosowano „od początków istnienia prawa, różnie w zależności od krajów, systemów prawnych i epok; najczęściej za czyny uniwersalnie pojmowane jako zbrodnie, takie, jak zabójstwo lub zdrada stanu, ale także za drobniejsze przestępstwa, w tym skierowane przeciw mieniu lub nawet występki obyczajowe, jak cudzołóstwo.” W XIX wieku kara śmierci była czymś powszechnie normalnym i nie budziła protestów, a strach przed publicznym powieszeniem czy rozstrzelaniem.

  1. 3. O gejach.


Pan Korwin uważa że „homosie” nie powinni domagać się swoich praw. Stwierdza jednak, że trzeba rozróżniać „homosiów” od gejów. Różnica polega na tym, że geje urządzają „parady miłości” i inne manifestacje (Żaden zdrowy heteroseksualny człowiek nie robi parad, aby pochwalić się swoja orientacja seksualną),  natomiast:  „Homosie zawsze byli, są i będą – i nikomu nie szkodzą”

Jak powszechnie wiadomo, w XIX wieku związki homoseksualne były surowo zabronione, a owe pary wieszano, palono, czy rozstrzeliwano publicznie.

  1. 4. O kobietach.

„Kobiety pracują tylko dlatego ze mężowie zarabiają za mało”

„Kobiety nie chcą równouprawnienia tylko chcą przywilejów”

Pan JKM uważa, że to mężczyzna w związku powinien pracować, a kobieta siedzieć w domu z dziećmi. Ponieważ kobiety chcą być rozpieszczane, i tak naprawdę nie chcą pracować.

Po rewolucji francuskiej, wolność kobiet została znacząco ograniczona w stosunku do XVIII wieku ,, gdy przynajmniej najbogatsze kobiety miały jakieś pole manewru w sferze publicznej. Wszystko zmienił napoleoński kodeks cywilny który: „pozbawiał kobietę prawa do dysponowania majątkiem, nakazywał całkowite posłuszeństwo mężowi, nie dawał właściwie żadnych szans rozwodu, kobieta nie mogła wystąpić samodzielnie do sądu, etc.”

  1. 5. O posiadaniu broni.

http://www.youtube.com/watch?v=WcqPLxJNSHQFilm

Pan Korwin uważa, że każdy powinien mieć prawo do posiadania broni, ponieważ, złodziej czy bandyta zawsze zdobędzie broń, a zwykły obywatel nie ma jak się bronić.

W XIX wieku nie było jeszcze czegoś takiego jak „pozwolenie na broń”, wręcz przeciwnie władzy zależało, aby obywatele byli uzbrojeni. W razie wojny ludność była dobrze zmilitaryzowana i miała się czym bronić.

  1. 6. O zasiłkach.

Jak wiadomo Pan Janusz jest za zniesieniem zasiłków dla bezrobotnych. Uważa, że bezrobotni powinni pracować, a nie się lenić. Jedną z jego głównych maksym jest : „Chcącemu nie dzieje się krzywda”

A jak to było w XIX wieku? W owych czasach nie istniały praktycznie żadne pomoce społeczne finansowane z budżetu państwa. Jeżeli ktoś nie miał pracy to był tylko i wyłącznie jego problem, a nie problem państwa. Większość bezrobotnych ludzi zaciągała się do wojska, co z reszta jest planem JKM, aby wydatki na bezrobotnych przeznaczyć na wojsko.

  1. 7. O wojsku.

JKM uważa, że należy zwiększyć budżet wojska, a także policji o 50 %, ponieważ Polska nie jest w żadnym wypadku gotowa na nadejście wojny. Domaga się także aby sztab generalny miał,  na wszelki wypadek, plany wojny na wszystkie możliwe okoliczności. Innym postulatem jest stworzenie prawdziwej armii zawodowej.

Jak wiemy z historii, armia polska na przestrzeni wieków była jedna z najbardziej groźnych na świecie. Poczynając od Husarii na dzisiejszych jednostkach specjalnych GROM kończąc. Jednak korupcja,  kolesiostwo i biurokratyzm powolni niszczą Polskie Wojsko. Obecnie w Polsce posiadamy 100tys żołnierzy zawodowych, z czego jakieś 30% to żołnierze biurokraci. W XIX wieku biurokracja była marginalna. Decyzje wojskowe sprawował ścisły sztab generalny, dzięki czemu więcej żołnierzy walczyło na polu bitwy. Stan armii Księstwa Warszawskiego w 1809 roku wynosił 31 317 żołnierzy na  4 334 000 populacji, czyli 1 żołnierz przypadał  na 138 cywili , obecnie w Polsce 1 żołnierz przypada na 381 obywateli.

  1. 8. O prawach wyborczych.

Jak powszechnie wiadomo Korwin Mikke, jest zwolennikiem monarchii  i zagorzałym przeciwnikiem demokracji, czy jak sam określa „d***kracji”. Powód jest prosty, uważa, że demokracja to rządy głupców,  gdzie „dwóch meneli z budki pod piwem ma dwa razy więcej głosów niż profesor uniwersytetu”.  Tym samym zauważa słabość systemu opartego na założeniu, że każdy głos jest tak samo ważny.

W XIX wieku w Polsce kobiety nie miały prawa głosować w wyborach. Dopiero w 1919 roku Józef Piłsudski swym dekretem rozszerzył prawo wyborcze kobiet. Wcześniej tylko niektóre grupy społeczne miały dostęp do głosowania.